w obronie siebie

Zwykły wpis

„kiedy opadnie nadzieja”

Zaplątana w gąszczu kłamstw i wrogości
Nadzieja
Nie mogąca się wyrwać, walczy
Kłamstwa jednak kolą i ranią
Wrogość niszczy i tłamsi
Walczy
Nie wygra, bez wiary i miłości
Ale i one uwięzione w kłamstwach
Wszędzie tylko kłamstwa i fałsz
Wszędzie tylko ten egoizm
Gdzie dobroć, gdzie iskierka dawania siebie
Niczego już nie ma, świat pokonał sam siebie
Ale nadzieja się nie poddaje, choć wojna już dawno przegrana
Tylko miłość nic nie robi, nie walczy
kłamstwa nie ranią jej, ale otaczają
Ona się nie boi, bo tylko ona w sercu człowieka
Wiara w duszy i nadzieja znajdują się
I miłość wierzy, że nadzieja się uwolni, kiedy miłość odgoni mrok
Tylko wtedy kłamstwa staną się prawdą, która zabije wszystko
bo prawda stanie się kłamstwem i wszystko powróci
i upadnie nadzieja i niczego już nie będzie.

„Pozwolić śmierci żyć”

Kamila lekko odchyliła głowę i spojrzała na Bartka:
— On umiera, wiesz – wybełkotała Kamila
— Wiem, ale co zrobisz. Nie zatrzymasz tego. Nie możesz już nic zrobić. Po za tym, on się z tym pogodził, więc i my musimy – on by tego teraz chciał.
— Ale on tak cierpi, będzie mi go brakowało – jeszcze bardziej Kamila się zasępiła, a łzy poleciały po policzkach.
— Kochanie, przez 6 lat nie chciałaś tu przyjechać, zawsze znalazłaś pretekst, a teraz płaczesz. On sam powiedział, że wie że umiera i wie, że jego dni są policzone i pogodził się z tym. Pozwól mu odejść, on zostanie w naszej pamięci, na zdjęciach, na filmie – będzie można opowiadać o nim wnukom prawnukom, że był i jaki był – to jest ważne. Opłakiwanie go nic nie da…
— Jesteś bez serca i bez duszy. Jak możesz tak mówić, jak możesz teraz o tym wspominać – krzyknęła Kamila.
— Czasu nie zmienisz i dobrze o tym kochanie wiesz. Płaczesz bo się winisz za to co robiłaś, bo wiedziałaś że on umiera z każdym dniem po trochu, a ty nic nie zrobiłaś. Czy mu to pomorze? Czy pomogę mu te łzy, twój żal i złość.
— Nienawidzę cię, wiesz. Nie wiesz jak to jest jak ktoś bliski ci umiera.
— Dociera do nas to co mamy jak to tracimy, lub stracimy. Ale ja wiem, że on się już dość wycierpiał i że jest szczęśliwy że odchodzi.
— Jesteś pojebany Bartek, jesteś nie normalny!!
— Nie, ja się nie użalam nad sobą. Ponieważ kiedy on umrze, życie będzie toczyć się dalej, trzeba będzie pozałatwiać sprawy urzędowe i możesz mnie wyzywać, ale kto to zrobi i będzie w stanie. Ja nie chciał bym aby ktoś płakał na moim pogrzebie i aby było smutno, bo ja wiem ile bym wycierpiał i że to dla mnie już jest ulga. Dla mnie wspomnienia z nim i to co mi dął, to jaki był przetrwa, będę to opowiadał naszym dzieciom i wszystkim. Nie zmienię tego że on umiera, ale mogę zrobić coś, aby jego pamięć nie umarła, jego dusza nie umarła. Ja wiele się od niego nauczyłem i będę to pamiętać, robiąc coś będę mówić, że to on mnie tego nauczył. Nie jest mi wesoło, ale ja wiem, że on tak naprawdę nie odchodzi, bo on będzie w około nas: to jego ciało umiera, a nie jego dusza.
— Ale on zostawił testament.
— To dla testamentu tu jesteś i przychodzisz do niego. Ja bym go nie zmieniał, jeśli bym go napisał. Wiesz co, o to , to ja ciebie nie podejrzewałem. Testament, Boże czy ty widzisz co łączy rodzinę po śmierci zmarłego, a później dzieci między sobą się boją o skrawek po członku rodziny i tak aż ostatnie nie pomrze. Ty też będziesz się biła o swoją część.
— A dlaczego nie, należy mi się, chyba!!! Czy ja nie byłam z nim jak był chory kilka lat temu, nie byłam!!
— Tak. Ale w tedy był chory na grypę i nie wiedział jak bardzo jest chory.
— Ale dla mnie to ma znaczenie, jest testament i chce część swojego.
Bartek spojrzał przez szybę na umierającego mężczyznę i podniósł dłoń na pożegnanie.
— Co robisz idioto?
— Żegnam się, nie widać. Nie mam czego tutaj szukać. Nie chce patrzeć jak zachowujecie się jak hieny wydzierające sobie ochłapy. Wy nie będziecie o nim nawet pamiętać, przy was jego dusza umrze, ponieważ nawet nie wspomnicie go za rok. Wybacz, ale ja nie jestem taki, że chce mieć więcej. Ja z nim rozmawiałem i on wie, że ja go nie zapomnę, tak jak wy to zrobicie. Jesteście żałośni.
Przez wachadłowe drzwi szpitala wtoczyła się chorda ludzi. Bartek kiwnął głową i odszedł.
Kobieta w białym płaszczu podeszła do Kamili i spojrzała przez szybę:
— Nic się nie zmieniło. Nadal taki sam stan?
Kamila spojrzała na kobietę i odpowiedziała:
— Gorzej, lekarze dają mu już dzień lub dwa.
Na twarzy kobiety pojawiły się łzy, ale też lekki uśmieszek.
— Idź odpocznij, ja postoję.
— Nie trzeba.
— A Bartek to co, do pracy?
— On się już pożegnał i pogodził się z myślą że go nie będzie. On go nie zapomni, tak powiedział.
— Ale idiota, nawet był u notariusza, że się zrzeka swojego kawałka spadku. Debil
— Że co?!
— No. Zrzekł się swojego kawałka spadku, więc dla nas większa część.
Kamila spojrzała przez szybę i łzy ponownie popłynęły szybciej.
3 tygodnie później Kamila sondowała się z siostrą o swoja część spadku, wygrała ale wygrana miała gorzki smak. Kiedy po pogrzebie uszło z niej wszystko, poczuła pustkę, ale nie do końca związaną z pochowanym ojcem. To raczej była pustka jej duszy, że jednak zapomniała o nim, że nawet się nie pożegnała, a co zrobił Bartek. Nawet nie powiedziała mu, że będzie go pamiętać i że go kocha – nic mu nie powiedziała, a Bartek tak. Bartek będzie nosić ojca do końca życia, jego pamięć jego cząstkę duszy, a on co ma – pustkę. W tedy zrozumiała, jak bardzo zniszczył ją egoizm.

„Nie żałuj siebie”

Łzy opadają bezgłośnie
Żal tłoczy się w duszy
Dlaczego pytasz Boga myślami
Umarły cieszy się w duszy, że nie cierpi
Wspomnienia oddane w kąt umysłu
Nie pozwalasz im powrócić
Nie pozwalasz się ujawnić
dlaczego umarłaś?
Bóg chce nam powiedzieć, wskazać
Pamięć o tej osobie przetrwa, kiedy i my się pogodzimy
Ale wielu się nie godzi, wielu umiera
ale żywi oni w sercach umarli w duszy
Świat się nie zawali bo jeden człowiek umarł
Nie zawali się jak wszyscy umrą
Naszym światem rządzą inni lub rzeczy
Taką wartość przywiązujemy do rzeczy
A ludźmi gardzimy, pomiatamy
Stanie się tak, że i my zostaniemy sami
I nie będzie głosu, nie będzie niczego
egoiści odejdą dla siebie, pieniądze zabiorą resztę
Jeśli nie byliśmy dla innych, samotność nas zniszczy
Będzie jak miedź brzmiąca, niczym
Nawet przed przed Bogiem
popiołem
Nie ma drogi do zbawienia łatwej
aby zbawić siebie, trzeba dać siebie
Bez tego zawsze będziemy sami
Zawsze będzie tylko my, bo inni uciekną.